Chłopak nam rośnie, punktualnie, po sześciu miesiącach, uśmiechał się szczerząc dwa zęby. Dostaje w połódnie i wieczorem różnorodne papki i popija sobie herbatką albo sokiem jabłkowym.
Powoli nie mieści się do wózka, 72cm miał przy ostatnicz badaniach. Dobrze, że jeszcze wózek w ogóle mamy. Podczas powrotu Magdy z Monachium wyrwali na lotnisku z wózka pewien guzik którym się zmienia położenie rączki do pchania. Linia lotnicza po skonsultowaniu sie z Teutonia, powiedziała, że wózek jest nie do naprawy i że oferują nam 50 Euro odszkodowania. My, że nie, że mają nam go naprawić albo więcej kasy dać. Oni, że nie. Itd. I tak już się to ciągnie od kilku tygodni i nie ma ani kasy ani nic. Guzik wypożyczyłem sobie w sklepie i wszystko gra, ale kasy jak nie było tak nie ma.
Święta pracuję, ale na wigilię bedziemy u rodziców.
Pierwsza papka. Marchewka. Bueee...





